Miesięczne archiwum: Grudzień 2005

creep

pora na marudne podsumowanie marudnego roku. Było dobrze. Udało mi się zawieść conajmniej 3 osoby, nadal nie mam prawa jazdy, mój francuski nie jest taki jak być miał, a dieta, która trwała prawie rok, doprowadziła mnie do punktu wyjścia z … Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

powrotów nie będzie, a podsumowanie zrobię po świętach.

W skutecznym przenoszeniu się w wirtualną rzeczywistość bez cienia realności na drodze klawiatura komputer pomagają mi od dziś słuchawki, które sprezentował mi ‚pod choinkę’ brat, stwierdzając przy tym, że nie cierpi świąt. Ja mu się nie dziwię. A słuchawki fajne. … Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

as if you have a choise

Coś w powietrzu ewidentnie śmierdzi. Coś nie jest do końca tak, jak o tej porze roku być powinno. I nawet nie mam na myśli śniegu, bo ten raczył spaść i chwała mu za to. Po prostu, nikt się nie cieszy. … Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

k… złodzieje

wiadomo, piątek. po kolosie z gamatyki jak po 7 piwach. Na początku coś kojarzę, ale w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że było źle. Uśmiechy i usmieszki, nic mnie z tego nie bierze. Znam już to wszystko i nie chcę się … Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

If I could I would let it go

co za czas. gdybym nie miała żadnych zobowiązań wobec świata, przeleżałabym go w łóżku. Nawet nie dlatego, że zatoki się odezwały. Po prostu. W ramach szeroko pojętego prostestu przeciwko wszelkiej aktywności życiowej. Jak nowa Nosowska, w swoim własnym łóżku, na … Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

let’s talk

piję kawę przemieloną w młynku kawowym, drewnianym, takim z czasów mojego wczesnego dzieciństwa. Generalnie kawy nie pijam i pić raczej nie mogę, ale ta jest po prostu pyszna. Sam jej zapach potrafi człowieka obudzić. Tylko bez komercyjnych skojarzeń. W ramach … Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

If I can make it there – I’ll make it anywhere!

it’s up to you – New York, New York… Pan Sinatra rządzi. To za jego sprawą pojawił się u mnie wreszcie nastrój świąteczny. Reszta zniknęła jak ręką odjął. Też dobrze.

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy