re-socjalizacja część piąta – podróż komunikacją miejską

Do opisanej niżej podróży doszło już spory kawałek czasu temu, bo aż w sierpniu, ale tak sobie pomyślałam, żeby temat re-socjalizacji kontynuować i opisywać te małe, bądź co bądź, sukcesy.

Od razu muszę się przyznać, że gdyby nie piląca potrzeba, jeszcze długo nie zdecydowałabym się na samotną podróż autobusem razem z dzieckiem. Wychodzi jednak na to, że potrzeba matką wynalazków i że jak trzeba, to się da. Za pierwszym razem pojechaliśmy oddać mocz do laboratorium – a że materiały do badań pobiera się zwykle rano, nie było wyjścia, trzeba było skorzystać z usług komunikacji miejskiej. Za drugim razem (wycieczka dłuższa) umówiłam się z dziewczynami z Baru Mlecznego „Na żądanie”* na spacer w parku odległym i też trzeba było podjechać. A jak trzeba, to trzeba.

W tego typu przedsięwzięciu (uwielbiam to słowo! ;) ) istnieje jeden podstawowy element losowości, na który teoretycznie nie mamy wpływu – mianowicie rozkład jazdy. Jak tu ubrać siebie i dziecię, nakarmić, wytransportować z domu i do tego jeszcze możliwie dopasować godzinę odjazdu autobusu, żeby nie ślęczeć na przystanku z coraz bardziej zniecierpliwionym postojem potomkiem? Ot i problem, ale nie taki, którego przeskoczyć nie można. Drugim okazuje się wejście i wyjście ze środka transportu – zwłaszcza, jeśli nie ma kto pomóc i wózka w razie czego złapać. To też opanowaliśmy, chociaż dopiero za drugim razem, blokując w wózku kółka w odpowiedni sposób. Swoją drogą to nie jest takie hop-siup, sama widziałam jak jednej kobiecie wózek (spacerówka) tak się przechylił, że oparcie razem z główką dziecka wylądowało na chodniku. Widok koszmarny, choć chyba nic się nikomu nie stało.  Pozostaje jeszcze kwestia uprzejmości współpasażerów i zwaniania miejsca przeznaczonego na wózek… oraz kwestia tego, czy dziecku podróż się spodoba. Bo wiadomo, że jak się nie spodoba, to dowie się o tym świat i to całkiem od razu. ;) Na całe szczeście Agaton za każdym razem wykazał zrozumienie tematu i dużą cierpliwość, w drugim przypadku do tego stopnia, że olał całą sprawę i zasnął już na drugim przystanku :).

Ja wiem jak to brzmi dla postronnych – Jezu, ale panikara, co to jest pojechać autobusem z dzieckiem! To faktycznie nic takiego, ale dopiero, kiedy się przejedzie ten pierwszy, drugi, trzeci raz. Zresztą, liczę na zrozumienie tych, którzy kiedyś byli w podobnej sytuacji i tyle ;)

* – Bar Mleczny „Na Żądanie” to grupa znajomych jeszcze ze szkoły rodzenia – spotykamy się i wspieramy nawet po rodzeniu, co czasami jest bardzo potrzebne.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Agatonowo, uroki macierzyństwa, życie codzienne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „re-socjalizacja część piąta – podróż komunikacją miejską

  1. ~n. pisze:

    Ja jeszcze nie ;) ale potrzeby nie mialam. Podobaja mi sie te notki z serii o resocjalizacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>