pół roku z życia

Niby mojego, a jednak nie. Kilka dni temu nasz syn skończył pół roku. Sama nadal nie wierzę, że to już. Pamiętam, kiedy w okolicach sierpnia koleżanka opowiadała mi o wspólnym znajomym, którego spotkała z ośmiomiesięcznym synem – pomyślałam wtedy, że zanim mój dojdzie do ósmego miesiąca zdąży minąć jakieś tysiąc lat. A tu już za chwilę, za momencik… Ani się obejrzałam, a ban na kapustę i kapustne minął (tak a propos świąt). Minęły problemy z laktacją, wyblakły porodowe wspomnienia, porodziły się inne, młodsze dzieciaczki i nagle, naprawdę nie wiem kiedy to się stało, stałam się tą, która ma już jakieś doświadczenie, bo patrzy z perspektywy sześciu długich miesięcy…

W każdym razie Agaton (nie, to nie jest jego prawdziwe imię :) ) w czasie tych sześciu miesięcy zaskoczył nas nie raz, zaskakuje codziennie i pewnie zaskakiwać będzie. O tym, co już robi, czego jeszcze nie, nie chcę tutaj pisać, mamy od tego osobny kajecik pisany z perspektywy małego póki co jeszcze moją ręką – w sam raz prezent na osiemnaste urodziny się tworzy ;) Co dla mnie jest najważniejsze, to to, że jest zdrowy. I to nie w takim sensie, jak czasami (często) odpowiadamy na pytania o to, czy wszystko w porządku: „tak, wszystko jest ok, ale…” – i tu następuje długa lista mniejszych lub większych przypadłości, uczuleń, wypadków oraz skierowań do specjalistów maści wszelakiej. Dzięki Bogu nas to mija – bo naprawdę wierzę, że to skierowanie do neurologa, które dostaliśmy na dzień przed Wigilią, okaże się tylko pro forma, a nawet jeżeli jakaś rehabilitacja będzie konieczna, to na pewno nie zaszkodzi, a tylko przyspieszy nieuniknione i tak samodzielne przemieszczanie się potomka. Tak naprawdę po dzisiejszym spacerku, podczas którego spotkaliśmy znajomego z wózkiem i miesiąc młodszą od Agatona zawartością wózka, doszłam do wniosku, że idziemy póki co z wychowaniem w kierunku bardzo rygorystycznie tradycyjnym, żeby nie powiedzieć konserwatywnym (w tym eko-pozytywnym sensie). Nie używamy blendera – przecieramy sami; nie kupujemy kaszek błyskawicznych – gotujemy mannę zwykłą; unikamy jak ognia mleka modyfikowanego i wszelkich dodatków – opieramy się na piersi; niemal nie dopajamy – a jeśli już, to tylko wodą; no i nadal kupujemy marchewkę z biouprawy przez sieć – co do tego ostatniego, nadal nie potrafię się przekonać, bo zwyczajnie nie widzę specjalnej różnicy, poza ziemią, która wysypuje się z paczek razem z marchewką… Ja od sierpnia zeszłego roku nie piję żadnego alkoholu, a napoje gazowane typu cola wypite przeze mnie do dziś dnia nie zmieściłyby się w sumie litrowej butelce. To wszystko w jakiś niepojęty sposób daje mi poczucie (a w gorsze dni – namiastkę poczucia), że robię dla mojego dziecka wszystko, co dla niego dobre. Wiem, że przyjdzie taki dzień, kiedy obje się frytkami z Maca i będzie miał sraczkę po coli. Nic z tym nie zrobię, ale póki mogę, postaram się nie zrobić nic, żeby zaszkodzić, a wszystko, żeby uchronić. Kto wie, może robię krzywdę nie podając na noc kaszki z mlekiem modyfikowanym, która zamknęłaby usta i oczka Agatona na całą noc – tego nie wiem, ale wiem, że każde 10 deko, które mały przybiera, przybiera z rzeczy dobrych, zdrowych i możliwie naturalnych.

Dobra, koniec tematu, bo zaczynam wpadać w taki ton, jakbym sama siebie chciała przekonać, że wierzę w to, co robię ;) Tymczasem dla spragnionych wrażeń estetycznych…

:)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Agatonowo, prywata, uroki macierzyństwa, życie codzienne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „pół roku z życia

  1. ~n. pisze:

    I co, minelo tysiac lat a nawet wiecej ;)

  2. ~Nina pisze:

    Bardzo ładnie, że karmisz maluszka piersią powyżej 6 miesięcy. To, że jest „parcie” na karmienie naturalne, to kwestia zdrowia publicznego,udowodniono naukowo, że to najlepsze dla dziecka. Dopóki możemy dziecko uchronić, to chrońmy jak najdłużej! pozdrawiam ciepło,
    czytelniczka, mama karmiąca 16 miesięcznego malucha;)

    • Kasz pisze:

      Pozdrawiam również i – co tu kryć – podziwiam! 16 miesięcy, fiu-fiu :)
      A jeśli mogę zapytać – dodajesz, dodawałaś mleka modyfikowanego np. do jakichś dań mlecznych? Ja ciągle nie wiem, czy tak „wzbogacać” nasze kaszki – w sensie, żeby nie przesadzić bo i tu melczko wartościowe i w modyfikowanym jakieś witaminy są…Tyle pytań, znikąd odpowiedzi! A teraz jeszcze Agaton zielone kupsko zrobił…

      • ~Nina pisze:

        Do ukończenia przez synka 14 pełnych miesięcy nie podawałam wcale mu mleka krowiego ani modyfikowanego. Dopiero później zaczęłam delikatnie wprowadzać mleko krowie pod postacią serka homogenizowanego, naturalnego, bądź waniliowego. Trochę jogurtu naturalnego. Też zaczęłam 3x w tygodniu podawać mu kaszki na mleku modyfikowanym – warto czytać składy- mają bardzo dużo cukru. Warto kupić nestle manna mleczna(30gr/100gr cukru), Babydream kaszki (28gr cukru/100gr), inne kaszki wiodących firm mają cukru po 38 gr, to b.dużo.

        Serki homogenizowane kupuję naszych lokalnych małych firm, (żadne Danonki!!! ) tylko klasyczny np serek Maćkowy, czytam składy,im mniej dziwnych składników, tym zdrowiej i lepiej. To samo z jogurtem, kupuje te ekologiczne BIO z LIdla. Masz rację, że im dłużej można dziecko uchronić przed chemią tym lepiej:)

        pozdrawiam i życzę dużo szczęscia w nowym roku:) A 16mcy karmienia piersią? Szybko zleciało:) Skoro wszystko się dobrze sprawdza, to dlaczego nie korzystać z dobrodziejstwa?

        Mleka modyfikowanego w butelce nie daję, nie planuję podawać. Niby ma witaminy,ale sztuczne witaminy się dobrze nie wchłaniają.

        • ~Kasz pisze:

          Dziękuję za odpowiedź i życzenia! :) Wychodzi na to, że póki co u nas sprawdza się model z 3 posiłkami w tym kaszą manną z dodatkiem (niewielkim) owoców na kolację. Agaton lepiej śpi w nocy, generalnie widać po nim, że mu smakuje. Więc kaszki gotowce odchodzą w zapomnienie, wypinam się na system! ;)

  3. ~brigitta pisze:

    W końcu fotki, fajny synek, nim się obejrzysz będzie biegał i robił koziołki:). Wiesz, ja daję mleko modyfikowane Gosi, w zasadzie ona je to co ja i jest zdrowa, pieknie rośnie, więc nie sądzę, by karmienie piersią było cudownym lekiem. Kaszek też nie daję, bo córka ich nie lubi, a według mnie są przesłodzone i na pewno dziecko bez nich przeżyje. Najważniejsze jest zdrowie naszych dzieciaków i kochanie ich do nieprzytomności, bo przecież dzieci trzeba tylko kochać :)

    A biegasz? Ćwiczysz coś?

    • ~Kasz pisze:

      Tak myślałam, że poruszysz temat tego mleka – ja nie uważam, że mleko modyfikowane jest jakimś złem czy czymś niewskazanym – ile razy chciałam przejść na butelkę, to tylko jeden Bóg wie! – raczej chodziło mi o to, że kaszki z mlekiem modyfikowanym są jednoczesnie smakowe, w sensie „ubarawiane”, wiesz o co mi chodzi? To ja już wolę tą mannę gotować i np. modyfikowanego samego i banana wrzucić. Przynajmniej wiem, co tam jest. A do etapu jedzenia tego co my, też mam nadzieję dojdziemy i to szybko. Jedna rzecz w danym czasie :)
      Ćwiczę. Z Ewą. Zawzięłyśmy się z siostrą i już 3 serie killera za nami w tym (świątecznym bądź co bądź) tygodniu. A biegać zaczynam, jak tylko kupię buty. Czyli pewnie w styczniu. :)

      • ~brigitta pisze:

        Wiesz, kiedyś napisałam,że karmię mm i jestem z tego dumna i to prawda:) kaszki to dno,są okropnie przesłodzone i to mnie martwi, poza tym czy każde dziecko musi je jeść?

        fajnie,że ćwiczysz, ten killer to daje wycisk, prawda? ja teraz robię skalpel-wyzwanie i wciąż jest ciężko,dobijam do 100 dni z Ewką,zostało mi jeszcze około 30 dni,a potem szukam czegoś nowego.

        Bieganie da Ci frajdę,obiecuję :)

        • ~Kasz pisze:

          Prawda jest taka, że nieważne czym karmimy, ważne, że nie głodzimy i z tego powinnyśmy być dumne – a już na pewno z tego, że urodziłyśmy i wychowujemy ZDROWE dzieci. To, czy podaje się dziecku pierś czy butelkę to kwestia indywidualna, a że teraz jest parcie na kp… Jak mówiłam, ja sama niejednokrotnie chciałam przejść na butelkę, chyba nigdy nie zapomnę tych pierwszych 8 tygodni laktacji z krwią i ropą w tle… Brr!
          100 dni z Ewką – a to ćwiczysz codziennie? Czy po prostu liczysz dni treningowe? Wiesz co mnie wkurza? Że tak mało tam rozgrzewki i rozciągania – tak sobie myślę, że po tych treningach jestem cała napięta, może ja coś źle robię?

  4. ~Margot pisze:

    A ja myslalam, ze Agaton to Agata, a forma meska wynika z rodzaju gramatycznego tego przezwiska;)
    Martwi Cie, ze Agaton nie rusza sie? Lezy sobie na brzuchu? Wiesz, Zofia dopiero postanowila sie przemieszczac, gdy skonczyla 8 miechow. Rzeczywiscie inne dzieci statystycznie wczesniej siadaja i pelzaja, ale chrzanic statystyki. To tyko liczby. :)

    • ~Kasz pisze:

      Miała być Agatka, bardzo długo, a potem pokazały się jaja :) No i jest inaczej, ale na potrzeby świata internetowego został sobie Agaton (zresztą to Agaton był pierwszy, jeśli idzie o imię :P) Ja się nie martwię, a statystyką gardzę ;) Wiem, że moje dziecko rozwija się w swoim tempie i nie ma sensu nic przyspieszać. Ale lekarka na ostatniej wizycie stwierdziła, że „ta główka to by się już mogła sama podnosić”, więc pójdziemy dla świętego spokoju do neurologa, zobaczymy, co on powie. Pewnie nic nie powie :) A zanim na wizytę pójdziemy, to pewnie się ta główka już będzie podnosiła ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>