burza i spokój, wszystko gdzieś w nas – czyli rok 2013 in review

Czasami sobie myślę, że żyję po to, by wyznaczać sobie arcyambitne cele na każdy rok, miesiąc, dzień lub okres w życiu, a potem, ze spuszczoną głową, podsumowywać epicfail’e, czyli dołować się następnymi niepowodzeniami. Ile to już razy zakładałam, planowałam, rozpisywałam projekty najróżniejsze i w większości przypadków dupa z tego wychodziła. Tak na przykład w tym miesiącu – założyłam sobie kilka rzeczy do zrobienia, rzeczy prostych, nieskomplikowanych i teoretycznie mających mi sprawić przyjemność i co? I poza kilkoma zaliczonymi, robiłam wszystko, żeby kolejnych nie zaliczyć. Poważnie! Najlepsze jest to, że te inne rzeczy, które robiłam zamiast, też od biedy można zaliczyć do czegoś w rodzaju samorozwoju czy samorealizacji, ale mam wrażenie, że właśnie dlatego je zrobiłam, bo ich nie zaplanowałam. Bo NIE MUSIAŁAM ich robić.

…ale żebym była aż tak przekorna?

***

W 2013 roku moje życie zmieniło się bardzo. Prawie całkowicie. Począwszy od rewolucji ciała jaką była dla mnie ciąża, a potem poród, poprzez dosyć trudne pierwsze chwile z Agatonem, aż do pełni szczęścia i satysfakcji z „mamowania” mojemu dziecięciu. Mam syna, jestem matką – to zdanie wystarcza mi za cały 2013 rok. Plany na 2014? Pewnie, że są, nie byłabym sobą, nie? ;) Ale o nich może w styczniu. Póki co w ramach zapędów kronikarskich: ponad to, co wyżej udało mi się w tym roku:

 - poznać to miasto, w którym mieszkam od całkiem innej strony, a w tym mieście poznać kilka naprawdę wartościowych osób, z różnych kręgów, w różnym wieku, z różnym podejściem do życia;

- poszerzyć domową bibliotekę o kilkanaście pozycji i przeczytać prawie (ten Gombrowicz mi został, cholera…) 20 książek – niech nie mówi nikt nic, w tym kraju 20 książek rocznie to jest dużo, przy średniej czytelniczej na poziomie -2… Nikt już prawie nie czyta jak nie musi, nad czym nieodmiennie ubolewam;

- ściąć włosy i nie farbować ich ponad rok;

- pokonać siebie w kwestiach zapotrzebowania na sen, pseudodepresji poporodowej, lęków urojonych o życie i zdrowie mojego dziecia, a także niestety całkiem realnych stanów lękowych związanych z wyjściem do ludzi, zwłaszcza po porodzie (ja i strach przed ludźmi, tego jeszcze nie było!);

- stworzyć autonomiczne gospodarstwo domowe, odseparowane na tyle, na ile się da, od współmieszkańców, a do tego całkiem sprawnie działające…

…i chwilowo nic więcej nie przychodzi mi do głowy. A na siłę wymyślać nie będę. Jeszcze jedno – w tym roku nie ma dla mnie ani książki roku, ani piosenki roku, ani nawet płyty czy filmu roku – jest tylko Agaton. On, to moje czerwcowe słoneczko, przysłonił mi wszystko i już! :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Agatonowo, Bez kategorii, kącik (auto)terapii, prywata, rozwój osobisty i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „burza i spokój, wszystko gdzieś w nas – czyli rok 2013 in review

  1. ~brigitta pisze:

    Wypraszam sobie,bo ja czytam dużo i ciągnę średnią krajową, czytam za całą moją rodzinę !!!!

    Życie jest piękne,jesteśmy mamami możemy wszystko,prawda? Prawda:)

    co to znaczy autonomiczne gospodarstwo domowe i jeszcze odseparowane? Dlaczego bałaś się wyjść do ludzi?

    Pozdro:)

    • ~Kasz pisze:

      Wypraszać sobie możesz, sama napisałaś, że czytasz ZA całą swoją rodzinę, takich ludzi jak my jest mało, coraz mniej i jak tu wtórna oralność ma nie zagościć na stałe? ;) Niedługo ani pisać, ani czytać nie będzie komu, a ci nieliczni, którym ta umiejętność pozostanie, będą szamanami wśród swych plemion blokowiskowych… houk!

      Autonomiczne oznacza, że choć mieszkamy nie sami, sami gotujemy, pierzemy, sprzątamy co nasze i generalnie osobna półka we wspólnej póki co kuchni i lodówce. A dumna jestem, bo dopięłam tego bez złości, zazdrości i takich tam niskich uczuć. Po prostu. Inaczej nie gotowałabym w ogóle i pewnie ciągle wyglądałabym jak przed rozwiązaniem ;)
      Bałam się… nie wiem dlaczego – może czytałaś moje notki z samego początku macierzyństwa – dla mnie wydarzeniem był nawet spacer z dzieckiem, nie mówię już o podróży autobusem. Ale to było wtedy, a teraz jest teraz i zaraz zacznę biegać i będzie git. Zaczął się 30. rok mojego życia, jestem matką, czy to nie piękne? :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>