don’t stop thinking about tomorrow!

Bo yesterdays gone, yesterdays gone…

Ten tego. W entym odcinku re-socjalizacji dla ubogich pora na samodzielne wyjście z domu na ten przykład do fryzjera. Co też zrobiłam wczoraj. Po raz pierwszy od porodu byłam sama poza domem coś około trzech godzin. W tym czasie Agaton spędzał czas z babcią, czyli moją mamą. Według planu miał zasnąć i trzy czwarte mojej nieobecności przespać. W rzeczywistości postanowił na mnie poczekać (tia, na mnie… na moją pierś najprędzej… życie!) i trochę zatruć życie babci. Babcia okazała się wytrawnym graczem, nie dała się wziąć pod włos i dziecię czekało, nie marudząc, nie płacząc, nie śpiąć jednak również. Ja natomiast w tym czasie popełniałam w głowie wielokrotne morderstwo na fryzjerce, która nieświadoma niczego (postanowiłam nie prosić o litość i pośpiech ;) ) w żółwim tempie farbowała moją tonę włosów, a potem nastawiła jeszcze to dziwne coś, ten hełm taki, na 25 minut. Tam to już myślałam, że wykituję… Poważnie, ze trzy razy chciałam po prostu uciec! Potem jeszcze mycie, odżywka, obcinanie, suszenie… Okazałam się słaba i zabroniłam modelować… Ale generalnie wytrzymałam i efekt był tego warty. A dziecku nic się nie stało, no dobra, może trochę mało spał, ale ostatnio to jakaś norma się robi, że w dzień mniej śpimy. Więc luz. Jutro powtórka. Idę na aerobic, a mały zostaje z ojcem.

I tylko jakoś tak bardziej się tego boję, niż fryzjera – zarówno ze względu na moją formę, a właściwie jej brak, jak i fakt, że panowie zostają sami na gospodarstwie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Agatonowo, Bez kategorii, kącik (auto)terapii, rozwój osobisty, uroki macierzyństwa, życie codzienne i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „don’t stop thinking about tomorrow!

  1. ~brigitta pisze:

    Nie bój nic,panowie sobie poradzą,a Ty wrócisz odmieniona,zobaczysz. Poza tym,ja tak sobie mówię, w końcu nie zostawiasz dziecka z obcym tylko z tatą,prawda?U mnie jest tak,że im Gosia starsza tym trudniej ją mi zostawić,nawet z mężem,bo przecież jestem matką miesiąca i wszystko wiem najlepiej :P. Miesiąc po porodzie poszłam do fryzjera na 3 godziny i niczym się nie przejmowałam,a teraz kiedy wychodzę pobiegać,to czuję ciężar na sercu,nie rozumiem jak to i dlaczego.

    Szkoda,że nie pochwalisz się włosami:)

    Powodzenia jutro i czekam na soczystą relację,będzie się działo:P

    • ~Kasz pisze:

      Relację już znasz, a włosy… cóż, kolor taki sam, tylko bardziej wyrazisty, no i lekko podcięłam, na prosto, pod zapuszczanie :) Szału nie ma, jest spokojnie, stonowanie, kasztanowo ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>