pięknie jest, nieskromnie bardzo jest!

Babcia ma 86 lat, a takiego stycznia nie pamięta. Żeby śniegu nie było, to jeszcze, ale mrozu? Ni chu chu? Marzec, jak Boga kocham, wczorajsza pogoda u nas była czysto marcowa. Poważnie, chyba w tym roku nie kupię kurtki – i dobrze! – będzie na buty do biegania :)

W ogóle styczeń tego roku to jakaś anomalia na skalę światową jest. Nie dość, że pogoda jakaś nie taka, to jeszcze dla mnie osobiście nic nie jest takie, jak zwykle bywa co roku w tym czasie. A jak bywa? Przytłaczająco, ponuro, depresyjnie – głównie z powodu zbyt dużych obciążeń związanych z narzuconymi sobie planami na nowy rok, których nie udaje mi się realizować i które zwykle w okolicach trzeciego tygodnia stycznia rzucam w cholerę, popadając jednocześnie w czarną rozpacz, która roztapia się, rozchodzi w okolicach marca właśnie. A w tym roku?

W tym roku jest super. Planów i założeń „całorocznych” nie ma, są tylko te na dany miesiąc. To paradoksalnie pozwala mi realizować drugie tyle planów i zamierzeń w skali tych trzydziestu dni – z tym, że to drugie tyle wychodzi jakoś tak samo, spontanicznie. Na przykład – nie wpisałam tego na listę, a jakoś tak się złożyło, że już dobre 17 dni jak trwa styczeń jem codziennie łyżkę siemienia lnianego. A od 6 dni codziennie robię lekcję niemieckiego (i nawet stworzyłam arkusz w którym spisuję nowe słówka z podziałem na rodzajniki! Taka jestem! :P). Tego na liście i w planach nie było, ale robię to, bo mam ochotę. Do tego wszystkiego jakoś tak łatwiej idzie mi wypełnianie poszczególnych punktów na ToDo liście, bez żadnej presji, ciśnienia i poganiania. Czuję się tak dobrze ze sobą i z tym, co robię z własnym życiem, że aż sama nie potrafię w to uwierzyć. Jestem szczęśliwa i to mnie przeraża ;)

Nie ukrywam, że dla mnie zawsze muzyka była ważna i coś tam w życiu podpowiadała, kreowała nastrój, że tak powiem. Ile razy było tak, że pierwsza piosenka usłyszana danego dnia określała mi w jakiś sposób ten dzień (np. w dzień mojego ślubu pierwsza melodia jaka doleciała moich uszu to była W. Huston - My love is your love, a tekst doprowadził mnie do płaczu :) ). Ostatnio też tak jest i pewnie nie będę oryginalna jeśli powiem, że piosenką miesiąca stycznia został bezkonkurencyjnie utwór P. Williamsa „Happy”. Słuchamy tego z Agatonem codziennie, uśmiechając się do siebie promiennie :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii rozwój osobisty, życie codzienne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „pięknie jest, nieskromnie bardzo jest!

  1. ~brigitta pisze:

    U mnie to samo,plany miesięczne są o niebo lepsze niż roczne. Podobno,jak pisał Osho,bycie szczęśliwym wymaga odwagi,bo to ciągła praca nad sobą,a być nieszczęśliwym jest proste, bo każdy może taki być. Słuchaj więc mistrza zen i się nie bój.

    Muzyka to podstawa,w czasie biegu,kiedy sosza sucha czy mokra,a sił brak, potrafi skutecznie nieść na ostatnich metrach:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>