zdenerwowałam się

A w zasadzie kardynał Dziwisz mnie zdenerwował. Oglądam Ci ja sobie Teleexpressa, jak co rano, do śniadania, a tu podają, że wydano prywatne zapiski JPII o które prosił, żeby je spalić po śmierci. Beatyfikowany prosił, prawie święty prosił, ale nie! Dziwisz mądrzejszy, przecież się przyda. I nie spalił. Aż się we mnie zagotowało. Od razu uprzedzam, jeśli ja sobie czegoś w testamencie zażyczę, a ktoś będzie mądrzejszy ode mnie, to jak bum cyk cyk, wrócę się z zaświatów i pogadamy. Oczywiście ani do JPII, ani do Dziwisza się nie porównuję, świętą też raczej nie zostanę, chodzi mi tylko o taki zwykły, prosty, ludzki szacunek do prośby czy woli kogoś innego.

Ale nie o tym chciałam w sumie. Podczas częstych dzisiaj nocnych pobudek i karmień (tak, czekamy na zęby, nie, jeszcze nie wyszły), obmyśliłam sobie supernotkę, nawet tytuł miałam. I jak zwykle nic nie pamiętam, a jest dopiero 10.00 rano. Następnym razem po prostu wstanę i zapiszę, najlepiej od razu tutaj. Mam bowiem przeczucie, że warto :P

Neurolog. Cóż, ta wizyta nie przebiegła do końca tak, jak ja to widziałam. Przede wszystkim Agaton tak rzadko wymaga jakiejkolwiek opieki medycznej (dzięki Bogu), że gdyby nie obowiązkowe szczepienia i wizyty kontrolne, pediatra by nas nie oglądała. Więc ja już zapomniałam, jak to jest z dzieckiem u lekarza. I zdziwiłam się, kiedy inne dzieci płakały – czy to w poczekalni, czy już w gabinecie. No ale luz, mały nie panikował, był ciekawy, ale nie przestraszony. Oczywiście do momentu, w którym pan dochtor wziął go w obroty. Tu nagle się okazało, że i moje dziecie nie lubi obcych (albo tylko konkretnych obcych) i poszedł płacz. Na który z kolei ja zareagowałam tak, że o wszystkim zapomniałam i nie powiedziałam połowy rzeczy, które powiedzieć miałam. Do tego Agaton się spiął i nie pokazał nawet 30% tego, co już potrafi. Efekt? Rehabilitacja dwa razy w tygodniu, USG główki i kontrola za dwa miesiące. Po czym wróciliśmy do domu i mały praktycznie sam podciągnął się do siadu… Odebrałam to jako osobistą porażkę – mówię o tej rehabilitacji. A USG mnie zwyczajnie przestraszyło. Rzuciłam się w tabele centyli, wyszło, że jest ok, no więc po co te USG? Nie wiem, bo nie zapytałam, w tym całym zamieszaniu… Na szczęście badanie mamy już jutro, więc już będę coś wiedziała – pewnie to, że jest ok.

Generalnie okazało się, jak krucha jest moja pewność siebie w kwestii „moje zdrowe dziecko”. Przecież wiem i widzę, co już potrafi – a wystarczy, żeby specjalista powiedział, że potrzeba rehabilitacji, ja już jestem podłamana. A ostatecznie to przecież taki fitness dla bobasa! Dwa dni mi zajęło dochodzenie do siebie, tak samo było z cesarką, którą odebrałam jako osobistą porażkę – bo ja nawet nie potrafię urodzić dziecka sama (wiem, że to głupie, wiem) – tak samo każda rzecz, która zdaje się być nie-halo z moim dzieciem, ja to biorę na siebie, jakby to była tylko i wyłącznie moja wina. Ale jaka wina? Przecież wszystko jest ok? I takie mam sobie dwa głosy w głowie i one tam mędzą i mędzą… Dobrze, że mam bloga, mogę to powyrzucać.

Podsumowując, nawet się cieszę, że  będziemy na reha chodzić. Bo raz – może się czegoś nauczę. Bo dwa – Agaton pobędzie między dziećmi, przyzwyczai się trochę do tłumów, też się czegoś nauczy. Bo trzy – ja będę między ludźmi. Będzie powód, żeby o paznokcie zadbać, włosy uczesać i oko podmalować. A nie tak ciągle w tym dresie jak ta nie powiem kto :P Ale co się namyślałam, nadołowałam, namarudziłam, zanim do tych trzech wniosków doszłam, to moje.

Zbliża się koniec drugiego tygodnia bez cukru i miesiąc bez czarnej herbaty. Tak jak myślałam, najgorsze były pierwsze 4 dni. Teraz już nawet mnie nie ciągnie do słodkiego, po prostu nie mam na nie ochoty. Co udowodniłam sobie samej wczoraj, oddając po bohatersku ptasie mleczko Mężowi. Zjadł od razu, pod pretekstem, żeby mnie nie kusić :P W ogóle, wszystko idzie tak ładnie i zgodnie z planem, że aż się prosi, żeby coś się spieprzyło… O, już wiem! Film wczoraj widziałam, „Wilk” z Jackiem Nicholsonem i to była taka strata czasu, że aż strach! A miałam Ewę zrobić, ale Mąż mówi – zobaczmy sobie film – a że dawno nic nie widzieliśmy, to mówię ok. I co? I mogłam zrobić Ewę… Nic,  zrobię dzisiaj.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Agatonowo, kącik (auto)terapii, rozwój osobisty, uroki macierzyństwa, życie codzienne i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „zdenerwowałam się

  1. ~brigitta pisze:

    Ojoj. Masz potencjał komediowy,mówiłam już? Uśmiałam się,że hej i to baaardzo lubię:) ŚWIĘTĄ nie będziesz,więc nie martw się o swoje spuścizny.

    Ja obmyślam notki w biegu,kurde jakie mam zabawne teksty w głowie,te puenty,tytuły,a potem zapominam.I tak samo jest nocą,nagle głowa pełna od pomysłów,a rano pamiętam tylko, że nie mogłam zasnąć.

    nie znoszę lekarzy,zawsze znajdą chorobę.Kiedy Gosia miała kolki,też dostalismy skierowanie na usg główki i ja 2 noce nie spałam. Potem diagnoza,że szmery na sercu,ale lekarz nie dodał,że to mogą być szmery rozwojowe,a ja cały dzień szukałam info w necie i prawie miałam depresję,dopiero siostra mnie oświeciła,że jej syn też miał,a przeszło samo. Mam nową zasadę,że unikam lekarzy jak długo się da,bo szukają chorób,a i z ośrodka zdrowia zawsze wracam z przeziębieniem czy grypą,im Gosia rzadziej tam bywa,tym jest zdrowsza.

    za cesarkę to cię opieprzę,osobista porażka?!?!nie rozśmieszaj mnie,bo dla mnie to było spełnienie marzeń, uważam,że wynalazca cesarki powinien dostać Nobla.Kurde no,bez bólu,bez stresu,bez rozerwanej cipki i szwów,dziecko spokojne i zdrowe i żywe wyjmują, wiesz,że na 99% oboje przeżyjecie taki poród,leżysz sobie na prochach, zrelaksowana,ktoś pyta jak się czujesz, nie masz czucia w nogach, widzisz swoje dziecko po i jest całe i żyje. Gdzie tu widzisz porażkę osobistą?!?!? wymień 10 argumentów na poparcie tej tezy,że cesarka to porażka,albo zamilcz na wieki i odwołaj to!!! gdybym w trakcie cesarki mogła sączyć drinka z parasolką, to byłby raj na ziemi. 10 gwiazdek. a najlepsze jest to,że wrazie czego,to już nigdy nie będę musiała rodzić naturalnie,i kto tu jest wygranym?no kto? Ja jestem!!!

    dlatego się ogarnij kobiecino i nie pluj na cesarkę,która uratowała moje życie psychiczne i która stała się dla mnie wyzwoleniem,ciesz się,że ją miałaś,a nie jęcz mi tutaj. chciałabyś rodzić 20 godzin i potem nie móc chodzić?widziałam takie dziewczyny,które przy każdym kroku beczały. potrzebujesz więcej argumentów,to wal,mogę napisać ci 100 powodów dlaczego cesarka jest lepsza!!!!

    napisz coś o fitnessie,co tam robicie. biegasz?

    i pamiętaj,żeby nie czytać internetu na temat chorób dzieci,bo się zdołujesz niepotrzebnie,nauczyłam sięna sobie:)

    • ~Nina pisze:

      tez rodziłam cc, i wiem, ze nie jest to wskazanie do kolejnego cc. Znam masę kobiet, które miały pierwsze cc i musiały rodzić naturalnie. I rodziły:P

      • ~Kasz pisze:

        Co za głupi wordpress, nie tu miał być ten komentarz :) Cześć Nina, fajnie, że dalej mnie odwiedzasz :) Nie każde cc jest wskazaniem do kolejnego cc, ale są takie, że są :)
        Kobiety rodzą i żyją, co zrobić :P

    • ~Kasz pisze:

      Ej, ogarnij się! Napisałam o cesarce w czasie przeszłym i tamtejszą swoją opinię zwalam na depreche poporodową. Bo jak wiesz lub nie, ja najpierw 15 godzin próbowałam urodzić naturalnie. I to 15 godzin od przyjęcia do szpitala, bo skurcze się zaczęły jeszcze wcześniej. Ja po prostu nie brałam cesarki pod uwagę, ale brakło sił i była. I nie mówię, że to było coś złego, podbijam wszystkie Twoje argumenty, chodzi mi o to, że wyobraź sobie mnie po tych 15 godzinach jak odpuszczam i wołam lekarza – a potem sobie myślę, że kto wie, może jakbym się jeszcze godzinę pomęczyła…
      W każdym razie, gdybym dziś mogła wybierać, wybrałabym cesarkę. I tak nie mam wyjścia, bo takie są wskazania do drugiego porodu ;)
      Na fitnessie ostatnio były ciężarki… umierałam dwa dni, ale teraz Agaton jakby lżejszy. Mamy fajną babkę, ma takiego powera, że hej! A na biegi czekam, może w weekend?

      • ~brigitta pisze:

        jak to cc nie jest wskazaniem do kolejnego cc?!?!?!? tylko to mnie skłaniało do przemysleń nad drugą ciążą kiedyś tam, ale skoro takie klocki, to nie chcę, ciąża to była trauma, a rodzić naturalnie w tym życiu nie zamierzam, co za kanał, co za chamstwo w tym kraju:(

        może i rodzą i żyja kobiety,ale czemu nikt nam nie daja prawa wyboru? natura nie zawsze ma rację, a nie po to wynaleziono skalpel i nóż, żebym nie mogła z tego skorzystać….

        ale posta o fitnessie napisz, zaczęłaś nowy etap życia i nikt o tym nie wie:)

        poza tym rozumiem,że teraz cieszysz się,że miałaś cc,tak? i już nie wierzysz w te bzdury,że cc to porażka, że osobosta tragedia, sepuku i te sprawy?

  2. ~@BabaYaga pisze:

    Nie doczytalam – dlaczego dostaliscie skierowanie do neurologa?
    Wiesz, „rehabilitacja” to takie powazne slowo. Masz racje, ze Wam wszystkim to dobrze zrobi, troche ruchu, troche nowych twarzy :)

    Opowiem Ci cos z tej polki „medycznej” – kiedy moja corka byla mala, tak 3-4 latka, nauczycielka wyslala nas do lekarza a lekarz do ortofonisty. Nie wiem jak ortofonista jest w Polsce postrzegany, tu w moim „swiatku” uwaza sie, ze do ortofonisty chadzaja dzieci opoznione w rozwoju .
    I bardzo sie denerwowalam. Irenka miala jakis problem, ale nikt nie wiedzial jaki, bo miala zasob slow szerszy niz rowiesnicy a nie potrafila skleic poprawnego gramatycznie prostego zdania. A z moja francuszczyzna z polska skladnia ja tylko dolewalam oleju do ognia. Po kilku miesiacach zajec oczywiscie wszytko wrocilo do „normy”.
    Do zeszlego roku. Znow skierowanie, przez szkole, do ortofonisty „bo ona ma trudnosci z przyswojeniem sobie lekcji”… Znow sie zaniepokoilam, no bo co z tym moim dzieckiem, prawda?
    Oprocz rehabilitacji ortofonistycznej zrobilismy testy pedo-psychiatryczne. Okazalo sie, ze w 3 na 4 dziedziny, Irka miala wyniki duuuzo ponad przecietna (na przyklad logiczne myslenie, dojrzalosc intelektualna) ale w jednej – zdolnosci koncentracji – duuuuzo ponizej przecietnej. Wiec pojawilo sie „podejrzenie” o wysokim potencjale intelektualnym. Rok cwiczen „na koncentracje”.
    Wczoraj dostalam pismo od ortofonisty, ze rehabilitacja sie konczy bo on nie widzi juz pola do interwencji. Koncentracja dojrzala w swoim rytmie a jesli panna ma gorsze oceny w szkole to wylacznie dlatego, ze jest zwyczajnie „zdona ale leniwa” i idzie po najmniejszej linii oporu a do tego, kiedy jest zbyt latwo to ona zwyczajnie sie nudzi i sobie odpuszcza.
    Wniosek? duzo halasu o nic :)

    • ~Kasz pisze:

      Ortofonista… szczerze pierwsze słyszę, ale może to i dobrze :) Cieszę się, że z Twoją córką jest ok – ja to w ogóle myślę, że teraz połowa „schorzeń”, „szmerów” i innych bajerów to niepotrzebnie jest badana i kontrolowana. Taka, jak my to mówimy, daleko posunięta profilaktyka… Agaton dostał skierowanie do neuro, bo słabo podciągał się za rączki w 7. miesiącu. Zanim poszliśmy do neuro słabo zamieniło się w całkiem, całkiem. A dziś, dwa dni po wizycie, uwiesił się nosa prababci i na nim podciągnął do siadu… Więc wychodzi na to, że jest wszystko ok. Ale jak norma obejmuje również dzieci w jego wieku, które już stoją przy meblach, to on, taki leżący jeszcze, taki borok się wydaje (borok – biedaczek). Wszystko w swoim czasie, ale jednak się człowiek przejmuje. A już najbardziej przy pierwszym dziecku, tak sobie myślę.
      Przypomina mi się, jak koleżanka mi pisała, że przy pierwszym dzieciu przestrzegała diety i wprowadzała gluten ostrożnie. A przy drugim nie było wprowadzania glutenu, mały po prostu jadł :P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>