sny

Śnią mi się ostatnio żywi ludzie – w odróżnieniu od tego, co saw dead people. Normalnie, ludzie, których znam/znałam i o których akurat na pewno wiem, że jeszcze żyją. Ale śnią mi się tak jakoś dziwnie. Ostrzegawczo. Nie umiem tego do końca wyjaśnić, ale od kilku dni, ilekroś zasnę, spotykam kogoś, kogo znam, a potem budzę się i myślę – skąd on/ona teraz właśnie w mojej głowie, nie widziałam tej osoby trylion lat! Nigdy jakoś  tak spacjalnie symboliką snów się nie przejmowałam, ale teraz jestem prawie przerażona. Zaniepokojona, to lepsze słowo. I też do końca nie wiem czym – sobą, czy tamtymi osobami? Próbuję ugryźć temat z różnych stron, ale nawet wspólnego mianownika nie ma pomiędzy tymi, którzy mi się śnią – nie wiem, po prostu nie wiem. Pewnie to coś znaczy, ale co, tego nie wie nikt, a ja dowiem się pewnie po fakcie.

Poza tym wchodzę w drugą fazę odcukrzania – to jest „schodzę” z białego pieczywa. Od wczoraj mam tak niski poziom cukru, ale i niskie ciśnienie, że gdziekolwiek stanę albo siądę, zaraz prawie zasypiam. Wczoraj nawet wózek na spacerze ciężko mi było pchać – dziś jakoś się zmusiłam, próbowałam pobudzić trochę krążenie, skończyło się na ataku wilczego głodu. W środku sklepu, na dziale ze słodyczami… Nie kupiłam nic słodkiego – tylko bułkę i to jeszcze grahamkę. Jestem z siebie dumna, choć spociłam się w 5 minut jak po 50 minutach porządnego cardio. Wiem – zaraz usłyszę: zbadaj się, krew, mocz, tarczyca, kał i oczy… Dobra, dobra, nic mi nie jest, to tylko brak cukru. Been there before.

W ogóle to moim przeobrażeniowym zmianom towarzyszy, oprócz Briana, filozofia kaizen, czyli małych kroków, mówiąc najprościej. Myślę, że tylko dzięki takiemu podejściu udało mi się wreszcie zrezygnować z cukru. A zatem najpierw zrezygnowałam ze słodyczy i słodzenia, ale jadłam owoce i białe pieczywo (wiadomo, też słodzone – albo też podnoszące poziom cukru we krwi za szybko i na krótko). Teraz, kiedy już naprawdę nie mam ochoty na słodkie, eliminuję białe pieczywo, ale nadal jem owoce – w przerażających ilościach, zwłaszcza banany… Cóż, zawsze lepiej banany niż bułkę albo czekoladę, nie?

Ten wpis został opublikowany w kategorii kącik (auto)terapii, rozwój osobisty, życie codzienne i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „sny

  1. ~@BabaYaga pisze:

    Filozofia malych kroczkow czyni cuda.
    (Tylko ze zbyt wiele malych kroczkow chyba czynie w zbyt wielu kierunkach, sciagam na siebie lawiny).
    Gratuluje decyzji o odcukrzaniu. Staram sie ograniczyc cukier, ale sa dni, kiedy ja i moja kolezanka czarna czekolada jestesmy jak namagnesowane, tak sie do siebie przyciagamy. A dzisiaj moje dziewczyny zrobily tak niesamowite ciasto czekoladowe (cos podosypywaly, czego nie wsypaly, nikt nic nie wie, bo byly same w kuchni…) ze dokladce nie moglam w ogole sie oprzec…

    Brigitta – skonczylas z cukrem? To co jest w tych Twoich babeczkach ja sie pytam ??

    Zdarza Ci sie snic przez kilka dni ten sam sen? Albo, „konczyc filmy” – wracac do urwanego watku z poprzedniej nocy i „dosnic” koncowke?

    • ~brigitta pisze:

      skończyłam z cukrem w tym sensie,że nie używam go do niczego,w ogóle nie mam w somu cukru, gorzki to mój ulubiony smak.Prawie zawsze :P. Poza tym posłodzonej herbaty, kawy czy soków ze sklepów nie przełknę,to są takie słodkie ulipy,że mam mdłości od razu,naprawdę.

      Babeczki to inna inszość i zjedzenie ich jest komunią między moim duchem i ciałem czyli jednym słowem:jak mam ochotę na słodkie to sobie kupuję jakiegoś śmiecia w sklepie,ale własnego domu tym nie skażę nigdy:P

      • ~brigitta pisze:

        a masz sny falliczne?:P

        • ~@BabaYaga pisze:

          a jak myslisz??? :P

          hm, nie slodze kawy ani herbaty, nie pije kupnych sokow, nie jem slodkich jogurtow, wlasciwie jak dluzej sie zastanowie, to uzywam cukru jedynie do ciast, ktore pieke z dziewczynami… Ale jakos nie moge o sobie powiedziec, ze wyeliminowalam cukier (Nestle Noir, moja milosc…)

          • ~Kasz pisze:

            Ja też nie mogę powiedzieć, że wyeliminowałam cukier całkowicie – pełno go wszędzie, w chlebie, w bananach, w winogronach i rodzynkach. Nie mówię już o tych wszystkich słodzonych majonezach, ketchupach i musztardach. Chyba najlepsze określenie to „ograniczyłam cukier do miniminimum” :P
            Zdarza mi się dośnić sen, nie mam snów fallicznych :P. Ale od przedwczoraj znowu zdarza mi się więcej nie spać niż spać…
            Lawiny? Np.?

          • ~brigitta pisze:

            Ja twierdzę,że wyeliminowałam cukier całkowicie, i nie rozdrabniam się na drobne. A to,że czasami wsunę babeczkę czy batona,tylko potwierdza to,że nie używam cukru,nie uważacie?

            W życiu jest czas i miejsce na wszystko, czas siania i zbierania?

            Poza tym czytałam,że słodziki są gorsze niż cukier,a biała śmierć to nazwa prochów,a nie cukru.

  2. ~brigitta pisze:

    Zrób najpierw cytologie,to naprawdę ważne:)

    Pierwszy bieg to na luzie,dobrze się rozgrzej,biegnij wolno,jak zaczynasz czuć zmęczenie maszeruj,potem znów biegnij, potem maszeruj, z każdym dniem marsz powinien być krótszy,aż dojdziesz do momentu bez niego,ale to może trwać nawet miesiąc. Pierwsze razy ja sobie biegałam na oko, czyli od domu do zaporki i powrót (teraz wiem,że w sumie to było 3 km). Chodzi o to, by wolno organizm przywyczajać i oswajać do biegania. A poza tym, najpierw iegałam dla frajdy,a od momentu,kiedy zaczęłam liczyć km i czas jakaś częśc frajdy umarła. Jeszcze ten bieg fiuta ciąży nade mną…

    Ale Ty sobie biegnij na czuja i dla zabawy,małe kroki to podstawa:)

    Może mnie też jest słabo i ćmi się przed oczami z powodu braku cukru,może jakiś snickers rozwiązałby problem….. Albo to ciśnienie tak na nas działa…:)

  3. ~brigitta pisze:

    Jedno pytanie:a skąd takie wielkie zmiany?Ja rozumiem cukier,bo od kilku lat go nie używami żyję,ale przecież raz za czas mozna zjeść batonika czy trochę białego pieczywa? Czy też nie? Ja, nie chwaląc się, dzisiaj zamówiłam sobie pizzę i kupiłam czipsy,po prostu musiałam,ale to wcale nie niweczy mojej diety i nie przejmuję się.

    białe pieczywo jest jednak ohydne, to prawda.

    Jutro biegasz,tak?!?!?!

    a badania należy zrobić. Tym bardziej,kiedy niepokoją cię sny i czujesz podświadomy lęk ( kur***,teraz gadam jak nawalony mistrz zen), to zacznij od siebie i zrób sobie morfologię,moczu, hormony tarczycy i przede wszystkim cytologię koleżanko!!!!!!

    • ~Kasz pisze:

      Ale jasne, że można. Ja po prostu postanowiłam, że nie chcę. Jak już dojdę do punktu, w którym nie będę „musiała” tego syfu jeść, to może sobie na niego pozwolę, wiesz, jako taką ekstrawagancję na talerzu :P A poważnie to dość mam tych fotek do metamorfozy oznaczonych słowem „przed” – i ani jednej oznaczonej jako „po”. Trzeba coś z tym zrobić!
      Biegam, chcę biegać własnie jutro! Jak myślisz, ile powinnam pobiec? Na czas czy kilometry? Czy po prostu zrobić sobie zabawę, a nie walić od razu na tablicę wyników w top10 i urazówkę :P
      Zrobię, obiecuję, w przyszłym tygodniu zrobię badania. A potem pójdę z wynikami do ginekologa. Amen!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>