so I ran

Okoliczności nie sprzyjały mi od samego rana. Wszystko szło źle, nic nie było tak, jak chciałam, a do tego Agaton znowu wpadł w tryb „ząbkuję, kurwa!”. Dość powiedzieć, że około trzydziestu razy w ciągu dnia powiedziałam sobie, że nic z tego nie będzie, pierdolę to i już. Ale siła żaby i zobowiązania przed Brygittą była silniejsza. Plus mąż mnie wyprowadził  był z równowagi względnej, po tym oczywiście, jak go już oprałam i nakarmiłam… Jakąś siłą podświadomą dziesięć po szóstej wstałam i powiedziałam, że wychodzę biegać i będę o siódmej. Mąż zrobił wielkie oczy, próbował coś tam oponować, że ciemno, że zimno, że buty pobrudzę… ale ja go już nie słuchałam. Ubrałam się na Bezdomną Cebulę, zawiązałam buciczki i wyszłam w ciemność.

Łooo…

Pierwsze co zobaczyłam, to pięknie gwieździste niebo. I ćwierć księżyca. Potem poczułam zimne powietrze na twarzy. I nagle zrobiło się dobrze. Poczułam wiatr w skrzydłach i przyspieszenie w nogach. Jak Boga kocham, nigdy nie miałam tak wygodnych butów! Prawdopodobnie właśnie dlatego prawie w ogóle się nie rozgrzałam – chciałam pobiec już-teraz-zaraz, ile sił w kopytach i tlenu w płucach! Tak też zrobiłam, nie ubiegłam jednak daleko, ostatecznie był to mój pierwszy raz. Ale spokojnie przeszłam do marszu i po chwili  biegłam znowu. Powolutku, bez pośpiechu, po ciemku i z bananem na twarzy… Okazało się, że trasa, którą wyznaczyłam sobie na mój debiut, jest tak krótka, że zrobiłam ją dwa razy, zanim zdecydowałam się wracać do domu. A i powrót nastąpił okrężną drogą… Zwyczajnie nie chciało mi się wracać – nie dlatego, że w domu źle, dlatego, że w biegu tak dobrze! Ale rozsądek wziął górę, ubrałam się jednak źle, czułam pot na plecach i wiatr w pachwinach (:P), nie chciałam przesadzić, mimo wszystko. Ale mimo wszystko na rozciąganie poświęciłam więcej czasu niż na rozgrzewkę i pewnie dzięki temu jeszcze dzisiaj stoję :P Wróciłam do domu – wiem, powiem to, ale to prawda! – jak nowo narodzona. Prawie odrodzona! Na pewno w lepszym o niebo nastroju – raz, bo pokonałam siebie, dwa, bo zrealizowałam plan, trzy, bo – kurde! – pobiegłam! Do dziś sikam ze szczęścia nad sobą samą ;)

Do zapamiętania: Strój Bezdomnej Cebuli do wymiany prawie całkowitej. Już wiem, co Brydzia na ma myśli mówiąc fuksja – sama mam ochotę na neon przy następnym biegu. Póki co neonowo biało świecą moje piękne i cudowne buciki do biegania. Które musiałam oczywiście umyć, ale obyło się bez większych zabrudzeń, na szczęście. Po drugie, rozgrzewka musi być porządniejsza, wieczorem tak strzelały mi kostki, że mogłam policzyć wszystkie kości stopy… Po trzecie, zimne powietrze w płucach to jest to!

Ten wpis został opublikowany w kategorii rozwój osobisty, życie codzienne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „so I ran

  1. ~@BabaYaga pisze:

    biegasz? czytasz? planujesz?
    :)

  2. ~brigitta pisze:

    Mów mi : siostro!!!:) Wzruszyłam się czytając, to takie piękne patrzeć jak tracisz biegowe dziewictwo , teraz już nic nie będzie takie same. Ach…. ach… Przeczytam sobie jeszcze raz i pamiętaj,że oto zaczęła się piękna podróż w Twoim życiu, neony, odrodzenie w błócie i drogi numer 44, zimą śpiki pod nosem, ślina spływająca po brodzie. przeczytam sobie jeszcze raz ten wpis. A potem drugi, bo jest w nim kwintesensja miłości do biegania, ten zapał, ten entuzjazm.

    Muszę jutro iść pobiegać, bo mnie szlag trafia z zazdrości i nogi swędzą, teraz możemy łączyć się duchowo i rozumieć bez słów. A zarejestrujesz się gdzieś na endomondo czy run_log? Mogłybysmy robić słitaśne foty na tle błota, czad ,mówię Ci.:P

    Gratulację i nie idź w stronę światła,chyba,że to światło odrodzenia w błocie i neonu:)

    • ~Kasz pisze:

      Ach, siostro! :D I pomyśleć, że gdyby nie Ty i Twój zapał, pewnie nigdy bym nie pobiegła! Cała jestem ciągle podjarana, żadna Ewa i żaden fitness nie zrobiły przez miesiąc ze mną tego, co 40 minut pseudobiegu! JUż oglądam te koszulki, te polarki i superekstraobcisłe legginsy do biegania, już się jaram, że jak dobrze pójdzie to może w marcu pobiegnę 30 minut bez przerwy – no kurde mówię Ci, jest ekstra!

      • ~brigitta pisze:

        wiem,wiem,bo ja też się zjarałam tym co piszesz i normalnie sikam po nogach i też chcę oglądać neonowe rzeczy dobiegania,oł je,je!!!!

        jaki pseudobieg?!?!? jak biegasz choćby 2 km dziennie to jesteś biegaczem,nie istnieją pseudobiegacze,bez jaj. Świat dzieli się na biegaczy i resztę,tak więc czuj blues!!!

        a co mąż na to?

        słuchasz muzyki podczas biegania?

        i po ciemku uważaj na siebie, wiesz jakie psychole i zboki się błąkają,więc żadnych ciemnych uliczek,oki?

        ale faaaajnie!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>