biegam, czytam, planuję

Z ręką na sercu, chyba siódmy raz zabieram się za ten wpis. Nie to, że nie mam czasu. Po prostu jakoś nie wiem, co pisać. Tyle się dzieje, ale czy wszystko musi trafiać tutaj? A jeśli oleję to, co się dzieje i tutaj będę pisała o czym innym, to czy nie wyjdę na egoistkę, a to, co się dzieje, nie przepadnie w mrokach niepamięci już za miesiąc? Jedno jest pewne, nastrój mam z tych melancholijnych, rozmyślanych, wiecznie niepewnych i spekulacyjnych…

Więc może w skrócie. Plan na drugi tydzień lutego był i był piękny. I prawie w ogóle go nie ruszyłam, siła wyższa, przeżyliśmy bowiem czterodniową trzydniówkę. Nie panikowałam, prawie w ogóle, zachowałam zimną krew, raz tylko, kiedy moje słabe, zmęczone gorączką dziecię nie miało prawie siły płakać, a widać było, że bardzo by chciał, zapłakałam ja. Ale szybko się pozbierałam, w myśl zasady „jeśli nie ja, to kto?”, a raczej „jeśli nie ja, to nikt”. O tym, że mamy do czynienia z trzydniówką dowiedzieliśmy się oczywiście w momencie, kiedy Agatona wysypało, wcześniej to były tylko domysły z zębami (które nadal nie wyszły swoją drogą) na czele. Przez chorobę przepadła nam również pierwsza i druga rehabilitacja, więc zajęcia opóźniły się o kolejny tydzień, a szkoda, bo jak się okazało, jest fajnie i dużo do zrobienia. Agaton jak prawdziwy facet płakał całe pół godziny pierwszych zajęć, ale tak bardziej dla zasady i podkreślenia swojej odrębności, niż ze strachu czy bólu. Zresztą, płakały wszystkie dzieci na sali, to dlaczego on miałby być gorszy? Pani Małgosia (sic! :P) z którą ćwiczymy, pokazała kilka fajnych chwytów do odrobienia w domu i dziś tak się rozkręciliśmy, że mały prawie sikał ze śmiechu. Więc choć na początku się bałam całej tej rehabilitacji, teraz jestem pełna dobrych myśli. I już nie umiem się doczekać, kiedy moje dziecię zaraczkuje albo stanie. Wiem, pewnie potem będę tego żałowała, wszystkie mamy mi to powtarzają, ale jednak ja wiem swoje – do dziś pamiętam, jak w ósmym miesiącu ciąży, na nowej sypialni, przyśnił mi się tupot malutkich stópek, które wybiegły z pokoju. To było jednocześnie przerażające i słodkie :)

Z innych nowości to kicha. W nadchodzącym tygodniu zmieniam licznik z przodu. W ramach prezentu byłam dzisiaj w Decathlonie i Greenpoincie, powiedzmy, że jestem usatysfakcjonowana ;) Zakupy z Deca zostały od razu przetestowane, po prostu musiałam pobiegać, nie dało się inaczej! I tak się cieszyłam, choć to tylko pół  godziny, a zziajałam się jak pies. Ale biegłam, prawie  cały czas, przerwy na marsz były krótkie i nie było ich dużo – miałam tyle w sobie energii, tyle dupy-na-kanapie do wybiegania, tyle złych myśli i jakichś głupich regretsów, a księżyc tak pięknie wschodził, w pełni, szkoda tylko, że nie wzięłam czapki i ostatecznie rozsądek wziął górę, zabolało ucho, pobiegłam do domu. Wcześniej się dobrze rozciągnęłam, ale znowu przyznaję się do braku porządnej rozgrzewki. Wiem, mogę to przypłacić kontuzją, ale tak sobie myślę, że taki amator jak ja, co ja tam pobiegłam, może ze 2 kilometry, z czego ta kontuzja, panie, z czego? ;) Ach, może jutro też pobiegnę? Byłoby świetnie!

Martwię się trochę ciemiączkiem Agatona – odkąd wyzdrowiał, co chwila jest wklęsłe. Mały nie ma problemów z piciem, pije dużo i piersi i wody, nie jest odwodniony, ma łzy itp., a jednak ciemiączko się zapada. I pulsuje, ale pulsowało również wcześniej, więc to mnie nie martwi. Nie wiem, może jakieś elektrolity? Pani na dyżurze powiedziała, że od razu do szpitala na badania, bo ona nie ma warunków, ale w sumie, to ona sensu nie widzi, bo co najwyżej mały lekko suchy język ma (jak można mieć suchy język?)… Pozostaję zatem w konsternacji (żeby nie powiedzieć w konfuzyji), jutro dla świętego spokoju podam te elektrolity i zobaczymy. Ech, czasami mam wrażenie, że słowa dziecko, niemowlę i norma wzajemnie się wykluczają, a jeśli już istnieje jakaś norma dla niemowlaka to zwykle ma widełki od nieskończoności do nieskończoności…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Agatonowo, prywata, uroki macierzyństwa, życie codzienne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „biegam, czytam, planuję

  1. ~brigitta pisze:

    A co sobie kupiłaś i na co zmieniasz ten licznik z przodu?!?!Pochwal się. Biegania zazdroszczę,ale już jutro odpalam rakietę,oh yeah. odnośnie marszu,właśnie wyczytałam w książce o bieganiu metodą Gallowaya (jest na chomiku,możesz pobrać),że marsz to podstawa i nie należy z niego rezygnować. Odkąd biegam szybciej to muszę robić przerwy na marsz,bo inaczej padłabym gdzieś w rowie. Martwi mnie to,ale może wcale nie powinno,skoro Galloway mówi,że marsz jest ok,to może jest heh:P

    Nic nie wiem o ciemiączku,ja nawet nie pomyślalabym , by je sprawdzać,ale to zrobię. JĘZYK SUCHY? buhahaha,mogę to stwierdzenie Ci ukraść?

    a powiedz czy szczepisz Agatona i czym?

    • ~Kasz pisze:

      Szczepimy, idziemy tym systemem 5w1 plus daliśmy szczepionkę na rotawirusy przed 6. miesiącem życia. Powiem Ci, że już o tym nie myślę, czy źle czy dobrze zrobiliśmy szczepiąc. Po prostu to zrobiliśmy, że tak powiem, w dobrej wierze. I póki co nie ma skutków ubocznych, dzięki Bogu…
      Kupiłam sobie koszulkę do biegania i czapkę i legginsy :D Wszystko wypróbowane :P
      Galloway wie co mówi, więc obie maszerujmy bez wyrzutów sumienia :)
      A licznik zmieniam na 5. :P (no dobra, na 3….)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>