chce mi się spać…

…ale bardziej niż spać, chce mi się napisać notkę o tym, co mnie wkurza.

W chwili obecnej są to następujące rzeczy/zjawiska (wkurzają mnie też osoby, ale opiszę tylko zjawiska z tymi osobami związane, bo musiałyby kurwy polecieć, a nie chcę):

- zjawisko przesadzacie - powiedzmy, że pewne bliskie mi osoby dają mi ostatnio do zrozumienia, że zarówno rehabilitacja Agatona jak i wizyta z nim u laryngologa celem ustalenia co z tym krótkim wędzidełkiem zrobić, to akty grubo przesadzonej troski i daleko posuniętej profilaktyki. Przecież „wszystko jest w porządku”, a ja sieję panikę wokół zupełnie zdrowego dziecka. Otóż, kurwa, nie! Nie sieję, po prostu się martwię i próbuję zapobiec ewentualnym wadom postawy lub wymowy mojego pierworodnego. Mam do tego prawo i środki, a co za tym idzie, wara! Dość mam tłumaczenia się, dlaczego to, dlaczego tamto, wprowadzam niniejszym embargo na wiadomości z tych zakresów naszego życia (embargo dla pewnych bliskich mi osób) – od dziś wszystko jest w porządku, a jak chcesz zobaczyć wnuka, to wsiadaj w autobus – ta sama droga do pana Boga. (Bo przy okazji dość mam również tego, że nikt z mojej rodziny nie odwiedza mnie tu, gdzie mieszkam, wszyscy wykorzystują okazję, kiedy jestem w Bytomiu… a i to nie zawsze. Tyczy się to też szeroko pojęych znajomych z dawnych lat, ale to temat na osobną  bajkę, proza życia to przyjaźni kat, ot i wszystko…)

- zjawisko she squats bro i dlaczego ja tak jeszcze nie mam – no chodzę na ten fitness, no robię tą Ewę, no biegam (rzadko bo rzadko, za rzadko, wiem o tym! :( ), będą już dwa miesiące, a ja subiektywnie efektów nie widzę. Widzę za  to laski, z którymi chodzę na fitness, tam efekty są, to mnie wkurza niepomniernie, ja też tak chcę, chcę tak już, teraz, zaraz i w ogóle gdzie jest moja melisa?! Mam kryzysa po prostu, doskonale wiem, że najpepiej robić swoje a efekty z czasem same się pojawią, ale cierpliwość nigdy nie była moją cnotą, za to słomiany zapał i przerośnięta ambicja to moje drugie i trzecie imię…

- zjawisko akademikowej lodówki i akademikowej kuchni - temu zjawisku również należy się osobny wpis, a raczej cała teczka u terapeuty, którego nie mam i do którego się nie wybieram, ale jak tak dalej pójdzie to mnie wywiozą, jak pragnę zdrowia…  urodzinowy szał pogłębił tylko moją depresję na tym tle, bo co rusz okazywało się, że moje rzeczy w lodówce dziwnym trafem są używane nie tylko przeze mnie! Dla ścisłości – nikomu nie żałuję jajka czy mąki (to akurat zostało ruszone), ale jak staję nad miską z ciastem i nagle się okazuje, że było, a nie ma, a tu trzeba ratować sytuację, to kurwica może człowieka złapać i to konkretna… Tylko gdzie z tą kurwicą iść? O jajko albo szklankę mąki się wykłócać?  Do pełni szczęścia w tym temacie brakowało tylko znikniętego (to słowo istnieje, użyto go w Misiu i tego się trzymam! :P) mięsa z zamrażarki. Obiady sobie można planować, tylko mięso by trzeba pod postacią żywej kury trzymać, wtedy by nikt nie ruszył, bo oprawić trzeba. A tak, jak gotowe leży, to można przecież, nie? Jezuuu….

To tyle na tą chwilę. Poza tym czterodniowe obchody urodzin/imienin minęły mi bardzo intensywnie i dobrze, że sobie je wcześniej dokładnie zaplanowałam. Bez tego na pewno byłabym już leżała gdzieś na zawał (w moim wieku to w końcu możliwe:P)… Rehabilitacja bez zmian, to znaczy efekty są, oszałamiające moim zdaniem, ale Agaton nadal wyraża swoje niezadowolenie ćwicząc przy okazji oktawy, o których istnieniu nie miałam pojęcia. W poniedziałek chyba osiągnął już cztery. Prawie jak Freddy… Jako, że moje dziecię w sobotę skończyło osiem miesięcy i potrafi świadomie zrobić papa, rozszerzamy jak szaleni dietę. Ostatnio o brukselkę (pycha!), rodzynki (mniam!), koperek (fiufiu!), majeranek (mmm…), sezam(pyszności!), a dziś również owsiankę (na wodzie co prawda, i z przewagą jabłek, ale była!). Chleb, a raczej skórki z chleba, jemy w ilości około kromki dziennie, do tego chrupki kukurydziane i wszystko to, co mama da z łaski swojej do buzi (np. dziś odrobinę paluszka z sezamem:)) Wszystko dziecku smakuje, mam wrażenie, że apetyt to ma po mnie,  nie po ojcu ;) Do tego zęba, górną lewą jedynkę, już widać po kresce! Będzie lada dzień, lada godzina! A potem może prześpię noc i przestanę być zmierzłą trzydziestoletnią zołzą…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Agatonowo, kącik (auto)terapii, uroki macierzyństwa, życie codzienne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „chce mi się spać…

  1. ~@BabaYaga pisze:

    :)
    Zycze Ci, kobieto, abys sie wyspala.
    Jak sie czlowiek wyspi to od razu swiat staje sie rozowy :)

    Jezeli chodzi o efekty, to sie wtrace: moim zdaniem fajnie jest powoli, systematycznie, codziennie cos robic, miec satysfakcje „wewnetrzna” ze pocwiczylas, ze zdrowo jesz itp.

    Kilka miesiecy temy biegalam z centymetrem i mierzylam sie co niedziela. Przestalam to robic, poniewaz centymetr nie wyrazal tego co mowilo mi lustro – ciuchy zaczynaly wisiec (przyrzekam, ze nie rozciagnely sie w praniu:)) – a ja w kg i cm przybieram).
    Moim zdaniem rowniez, 2 miesiace czy 8 miesiecy… co za roznica? czy chodzi o to zeby zlapac efekt jojo, wbic sie w jeansy sprzed ciazy na miesiac by pozniej niepostrzezenie wrocic do ciuchow „pociazowych”? Chyba lepiej jest powoli wprowadzac takie nawyki, ktore pozwola Ci zachowac piekna figure na kolejne 50 lat :)

    Powtarzam mojej corce, robiac z nia lekcje z matmy – nie porownujemy marchewek z jabluszkami (ok, to taki skrot myslowy, ale jak Agaton bedzie poznawal ulamki, to zrozumiesz :)) i chyba weszlo mi to w krew: dlaczego, na jakiej podstawiem mam porownywac sie z kims, kto prowadzi zupelnie inny styl zycia niz ja? Ze chodzac na te same zajecia mamy inne efekty? Zajecia to 60 min a tylko Ty wiesz co dzieje sie pomiedzy cwiczeniami.
    I tu zamkne nawias: spij, odpoczywaj kiedy mozesz – nie tylko wplynie to na Twoja sylwetke ale i na samopoczucie :)

    To tyle z rad cioci Agnieszki.

    Nie ogarniam tej akcji z lodowka akademicka :)

    • ~brigitta pisze:

      Dzięki,mam nadzieję,że jeszcze się wyspię kiedyś :)

      Moja frustracja jest duża,ponieważ lubię widzieć efekty,a nie stanie w miejscu. Wiem, że przynudzam o wadze i już nie można mnie słuchać,ale każdy by się wkurzył:P

      • ~@BabaYaga pisze:

        hahahaha :)

        Tu Cie mam:) Twoje Ego lubi widziec efekty !
        Daj sobie czas :)
        na sen tez :)

        • ~brigitta pisze:

          bez efektów jestem liściem na wietrze i to mnie boli:P

          chyba się poddałam,zawsze już będę taka przy kości i te 3 kg będą moim krzyżem,dobijcie mnie bardziej:(

    • ~Kasz pisze:

      Ego to nasze piąte imię, co Brydziu? ;) 3 kg na krzyżu to mniej niż 33 kg na krzyżu, nie? Więc nie marudź! ;)
      A cioci Agnieszce za rady dziękujemy, jak zwykle – przynajmniej mnie, pomogły wrócić na szlak, a raczej szlaczek – ten fit szlaczek ;)
      TO mówisz, że jeszcze z 50 lat pożyję? Dzięki :D

      • ~@BabaYaga pisze:

        50 lat w zdrowiu, pieknie i milosci.
        Pozyjesz to moze dluzej, ale nie gwarantuje, ze w zdrowiu, pieknie i milosci :)

        Bez zwiazku z tematem: Lisciu na Wietrze… czy pamietasz o tym, ze magnolie najpierw kwitna a pozniej wypuszczaja liscie? Niektore kwitna 3 razy do roku ;)
        To zycze Ci, zebys okazala sie ta magnolia z typu calorocznych (persistante)- trzymaj sie, nie puszczaj, nawet w zime, a wiosna znow rozkwitniesz :)

  2. ~brigitta pisze:

    Książka jeszcze nie doszła, mały poślizg. Na piętach jest dobrze, zresztą ja się nie znam,ale tak czuję :)

    Nie myśl,tylko idź biegaj,jeśli masz możliwość. Ząbkowanie to marna wymówka, kogo chcesz oszukać?!?!? :P

    wstań i idź… :P. Tzn. nie teraz, bo jest noc,ale jutro?

  3. ~Margot pisze:

    O, skąd ja to znam: wiesz, nie mam czasu przyjechać, bo robię karierę, ale jak będziesz w pobliżu mojego domu, to wpadaj koniecznie. Czyli kurwa czas masz, tylko dupy się ruszyć nie chce. Kij ci w oko.

    Ja bym nie odpuściła z tym jedzeniem, wprost bym zapytała, gdzie mięcho z zamrażalki, i oznajmiłabym, że natychmiast proszę o oddanie zeżartego zwierza w postaci niezamrożonej z najbliższego sklepu.

    I dobrze, że na rehab chodzicie. I dobrze, że o wędzidełko się pytacie (a dorze ssał? bo to często stwarza problemy przy piersi). Przesadzają ci rodzice, którzy leją swoje dzieci i karmią je zupkami chińskimi.

    A teraz pytanie: jak podajesz sezam i rodzynki?
    Bosze, moje Zoś pluje przerobionymi owocami, a taka owsianeczka z jabłuszkiem to przepyszna jest!

    • ~Kasz pisze:

      „bo robię karierę” buhahaha, powiedziałaś to dobrze! My mamy mieć czas zawsze, oni natomiast zawsze mają wymówki. Jak byłam w ciąży – nikt mnie nie odwiedził. Jak urodziłam – nikt (z tej grupy znajomych o których piszę), poza jedną osobą mnie nie odwiedził. Jak oni pouradzali kilka miesięcy po mnie, to mnie przez moment ciągnęło, żeby ich odwiedzić, ale potem sobie pomyślałam „o wy kurwy”. I tyle. Nie mam zamiaru wiecznie stać na stanowisku „przepraszam, że się wyprowadziłam”!
      Z jedzeniem zbieram się w sobie. Boję się tylko, że jak wybuchnę, to z domu niewiele zostanie…
      Rodzynki, jako że zębów jeszcze brak, moczę w ciepłej wodzie i kroję na paseczki i do kaszki – ale młody sobie z tym radzi, więc już niedługo spróbuję może całą dać. Ale wybieram te małe rodzynki – sułtanki bodajże? Takie bezpestkowe zupełnie, najgorzej to w rodzynce na pestkę trafić, albo resztkę pestki… A sezam podałam na skórce od chleba i na paluszku. Wsypałam też trochę do zupy – en ostatni pogniotłam w moździerzu najpierw. Ile się tam tego przyswoi bez pogryzienia to nie wiem, ale w kupie ziaren nie było ;)
      To może spóbuj Zosi owsiankę na sztywno zrobić? Więcej owsianki, mniej jabłka? Albo banana w kostkę i rodzynki? Żeby co gryźć miała?
      A dajecie np. cynamon do jabłka?

  4. ~brigitta pisze:

    Nie wiem od czego zacząć komentarza.
    1. Tak,biegasz mało,a jesteś tak zestresowana,że kilka km naprawdę by Ci pomogło.
    2. Przesadzasz :P. To Twoje dziecko, Twoja kasa i wcale się nie dziwię,że robisz co możesz by zapobiec wadom postawy i wymowy. Niech Cię wszyscy cmokną .
    3.squats bro-mam to samo,lączę się w bólu :(
    4.To jest wkurwiające,zacznie się od parówki,a skończy na ciągłym braniu wszystkiego,zwykła kradzież. Tylko,żeby nie było tak,że nie zwrócisz uwagi i będą brać coraz więcej.

    Dajesz rodzynki? czemu ja nie daję? Jak wszystko dziecku smakuje to się ciesz!!!! Gorzej jakby nic nie smakowało,a na resztę był uczulony:)

    • ~Kasz pisze:

      Daję rodzynki, nie wiem, dlaczego Ty nie dajesz ;) I cieszę się, że mu wszystko smakuje, Bogu dziękuję, że nie grzebie w talerzu i wybrzydza jak onegdaj ojciec jego, co to zawsze musiał coś na talerzu zostawić, a jeść rybę to się dopiero po ślubie nauczył… :P
      Pobiegam, choć kolano czuję nadal. Tak to zjebałam ostatnim razem, szkoda słów! Teraz już wiem, że choć serce by chciało, to jednak waga jeszcze jest, a staw był już kiedyś uszkodzony, więc muszę pomaluciu, pomaluciu… Ostatecznie to nie mnie będą kibicować na biegu fiuta, więc mi się nigdzie nie spieszy ;)

      • ~brigitta pisze:

        A jeszcze jedno:nie boisz się,że ci coś wsypują do jedzenia albo liżą je? ludzie są różni.

        kiedy wracasz do biegania? nudzi mi się samej:P

        Sprawdziłam:ja ląduję na pięcie,jeśli cię to interesuje,a nawet jeśli nie to teraz już wiesz. Na pięcie:)

        • ~Kasz pisze:

          Są różni, to prawda, ale po co mieliby lizać? Jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiałam…
          Na pięcie powiadasz. I co ja z tym zrobię? A co mówi ta książka, którą miałaś kupić? Mnie się wydaje, że jak się ląduje na pięcie, to jest bardziej chód niż bieg – w sensie technicznym. Ale ja się nie znam, wiesz przecież. Pobiegłabym nawet dziś. Tylko wymówki nie mam :) Bo to, że źle sypiamy z powodu ząbków już się ograło i już słyszę te miliony ludzi, którzy mówią – i tak masz dobrze, mogłaś być piekarzem! :P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>