re-socjalizacji część enta – The Other Mother

Zawsze mnie to zastanawiało, w ciąży nawet  dziwiło, ten specyficzny dialog, który toczyć się może tylko i wyłącznie między dwiema kobietami w podobnej sytuacji, w podobnym momencie życiowym – mianowicie w początkach macierzyństwa stosowanego. Dzisiaj stałam się na moment podmiotem w takiej właśnie dyskusji i z podziwu wyjść nie mogę, do teraz.

Warunki pogodowo-lokalowe: obojętne, nada się absolutnie każde miejsce i czas;

Osoby: Matka1 i Matka2, obie, (to warunek konieczny!) z potomstwem w podobnym wieku – co ciekawe wiek matek, albo np. różnica w wieku matek, tak samo jak status społeczny i inne tego typu socjologiczne pierdoły, nie ma znaczenia najmniejszego.

Sytuacja 1: Jadę z Agatonem na rehabilitację, już na przystanku widzę, że pojedziemy autobusem razem z szeroko pojętą sąsiadką – dziewczyna w moim wieku, różnica między nami polega na tym, że ona ma trójkę dzieci, z tego najmłodsze nieco młodsze od Agatona, a ja debiutuję. Wiadomo, komunikacja miejska to osobny problem, a tu jeszcze trzeba zadbać o logistykę wnętrza pojazdu – czyli jak tu zmieścić dwa wózki, a do tego opanować dwójkę niemobilnych i dwójkę mobilnych dzieci, a do tego skasować bilet. Młoda matka może wszystko, więc logistyka zostaje ujarzmiona możliwie szybko i tak sobie zaglądamy przez ramię do wózków nawzwajem. Ostatecznie dochodzę do wniosku, że dobrze by się było odezwać, pewnie i tak będziemy się widywały nieco częściej. Więc zagaduję, jak to te dzieci szybko rosną i… nagle lawina pytań. Ile ma? Ile waży? Jak ma na imię? Siedzi już? Noce przesypia? Pierś je? Kaszke lubi? itp. idt., na całe szczęście jechałam tylko trzy przystanki więc szybko się rozmowa urwała…

Sytuacja 2: Chwilę później, już w ośrodku, czekamy na swoją kolej i spotykamy dwie mamy z dwójką dzieci. Rozmowa, z początku ostrożna, już po chwili nabiera tempa – w podobnych, co autobusowe kwestiach rzecz jasna. Ja biorę w niej udział tylko przez moment, bo kiedy okazuje się, że Agaton z całej trójki najstarszy, to zostaję wypchnięta poza nawias konswersacji, nie pozostaje mi nic, jak słuchać i grzecznie potakiwać. I, jak już mówiłam, wyjść z podziwu nie mogę, głównie nad tym, jak to dwie, zupełnie sobie obce osoby, są w stanie wypytać się nawzajem o tyle ostatecznie intymnych i osobistych kwestii! Ale żeby na siatkach centylowych się skończyło! Kiedy temat wzrostu/wagi/jedzenia/spania się wyczerpał, mamy sięgnęły głębiej – a nuż się przerzucać nazwami specjalistów i schorzeń, na które ich biedactwa zdążyły w ciągu pół roku zapaść lub zaniemóc. A zaraz potem poszła kwestia wagi samych mam – ile przed ciążą, ile w ciąży, ile po ciąży – jestem pewna, że gdyby miejsce było nieco bardziej ustronne, zaraz by poszły zawody na najładniejszą bliznę po cesarce lub najpiękniejszego rozstępa (względnie najpiękniejszy rozstęp).

Pożegnałam się grzecznie i ustawiłam w kolejce na salę. Rozstępów mam cały brzuch, bliznę po cc ogromną, a kilogramy nie chcą znikać tak szybko jak się pojawiały. Tylko, że jakoś nie mam ochoty o tym trąbić na lewo i prawo -nie mam, a jednak to napisałam.  I własnie, czy taki blog jak ten i tysiące mu podobnych, nie jest jakąś formą ekshibicjonizmu stosowanego w tym konkretnym zakresie?

Nie mam puenty, myślę nad nią cały czas.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Agatonowo, Bez kategorii, kącik (auto)terapii, prywata, uroki macierzyństwa, życie codzienne i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „re-socjalizacji część enta – The Other Mother

  1. ~brigitta pisze:

    Nie mów,że nie lubisz tych pogadanek o dzieciach, roztrząsania miliona problemów, rzeczy,które zrozumie tylko inna matka – nie wierzę:). Kiedy zaczynam taką rozmowę z inną matką,to może trwać latami,a końca nie widać,coś jak udana randka,tylko bez seksu.

    Może i nie zawsze,ale raz za czas fajnie jest wsiąść do tego pociągu,więc nie jęcz:P

    • ~brigitta pisze:

      A już pogadanka o dietach,ćwiczeniach i bieganiu to orgazm,mogłabym tak do rana:P

      • ~Kasz pisze:

        Ale mi nie o to chodziło! Widzisz, nie przekazałam tego widocznie tak, jak chciałam – chodzi mi o to, że samo zjawisko jest fascynujące – dwie laski, w ogóle się nie znają, a w ciągu 5 minut rozmowy mówią sobie i pytają się o takie rzeczy, które są generalnie jakimś tabu dla nie-matek :P
        A swoją drogą to przerzucanie się „kto ma gorzej” w przypadku dzieciaczków uczulonych lub na coś chorych jest wkurzające, nie sądzisz?

        • ~@BabaYaga pisze:

          Jest wkurzajace, ale moje dziecko (dzieci) jest (sa) juz tak stare, ze jestem zupelnie poza nawiasem ;)

          Mnie sie wydaje, ze to jednak troche normalne: zobacz, „siedzisz” w domu z dzieckiem, tworzycie pewien specyficzny, troche zamkniety ekosystem.
          Wbrew temu co napisalas, kultura osobista jest czyms, co rozni matko-dzieciece ekosystemy – wyobrazasz sobie inna mame o Gombrowicza? A temat waga/rozstepy, CC jest w tym przypadku wlasnie uniwersalny.

          Kiedy kupilam psa (bardzo przepraszam za porownanie, nie chce nikogo urazic) to na psim skwerku nieustannie toczyly sie rozmowy – ile ma miesiecy, co je, jakie kupki robi, dlaczego sie znalazl z nami, co nam wnosi do zycia :)

          Tez nei znalazlam puenty :)
          Zycze milego spaceru i rozmow z nieznajomymi staruszkami – one nie pytaja o CC tylko o to jak sie czujesz :D

          • ~Kasz pisze:

            Kurczę, masz rację! Bigger picture pokazuje, że jest więcej takich grup, a ja oczywiście musiałam uprościć i zawęzić. Coś w tym jest, może własnie to jest puenta?
            I wcale taka stara nie jesteś,ani Ty, ani Twoje dzieci, anemiczko :P

          • ~@BabaYaga pisze:

            Bywam stara.
            Na przyklad wczoraj poszlam z dziecmi na rolki.
            Na „placyk zabaw dla skejterow”. Dzieciaki w wieku 8-13 lat. A Na lawkach wokol siedza „starsi bracia i siostry” – 13-16 lat i pija piwko i pala skrety. Chce zaznaczyc ze mieszkam w tzw „dobrej dzienicy” i te dzieci to w wiekszosci „dzieci chirurgow”, jak z lubym nazywamy te warstwe spoleczna. I wiesz co sobie pomyslalam? Takie naprawde glupie starcze mysli: to ja sie, psia mac, tak staram, zeby dziecko mialo fajne dziecinstwo, bezstresowe, dobre jedzonko, dojazdy na zajecia pozaszkolne, jakies teatry, jakies kucyki, jakies srakie a toto za rok lub dwa bedzie siedziec pod mostem, na tym placyku zabaw, wpadac w sline z pijacymi piwo i omacowujacymi ja patawianami?
            a pozniej dotarlo do mnie ze jestem stara.
            :D

        • ~brigitta pisze:

          Temat kto ma gorzej króluje w moim rodzinnym domu:moja mama zawsze wygrywa. Kiedy powiesz,że tornado urwało ci głowę, to i tak ją spotkało coś gorszego,haha. Ja i siostra startujemy z gorszej pozycji,za młode jesteśmy.

          Ale taki temat odnośnie dzieci jest żenujący,masz rację.

          Ja uwielbiam pogadanki w poczekalni u lekarza:kto ma gorzej, nieskromnie powiem,że nie pozostaję w tyle, chociaż już mnie ten temat nie rajcuje jak kiedyś,wolę czytać książkę,może dojrzewam,nie wiem:P.

          I temat kupek-nigdy nie poruszam z nikim oprócz męża, matki czy siostry, bo jest żenujący i mnie trochę brzydzi,bleee:)

          • ~Kasz pisze:

            Znam ja i takie przypadki jak Twoja mama ;) Ciężko się z nimi siłować, ale chyba już trochę rozumiem, dlaczego Muzyka plaży Ci się podobała ;)
            Co do kupek – oł jea, znam ten ból :P

Odpowiedz na „~@BabaYagaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>