mój blog – moje ego

Kilka dni mnie nie było, ale o tym może innym razem. Jak nie pisałam tutaj, to czytałam gdzie indziej. Wiecie, blogi roku były, a mnie co roku bardzo kręci, żeby poznać jakoś pisaninę tych, co wygrali, żeby sobie pomyśleć, czy dobrze wybrano, czy źle… Tylko pomyśleć rzecz jasna, bo do własnej opinii ciągle jeszcze mam prawo i tego się trzymać będę. Więc zaczytałam się i tak od słowa do słowa, a właściwie od bloga do bloga wpadłam na kilka takich stron ty-po-wo, że tak powiem parentingowo-lajfstajlowych (jakby nie było na to polskiego określenia… Jezusie, przecież język angielski jest taki ubogi! Jak już równać, to do lepszych!) i nagle się okazało, że ja też tworzę tutaj coś w tym guście. Może bardziej parenting niż lajfstajl mi wychodzi, ale jednak. I szok. Bo ja się zaszufladkować nie dam! Nie chcę się dać! Ratujcie! Jaki tam ze mnie parenting, ledwo od 10 miesięcy jestem matką, to za duże słowa!

Ale poważnie. Jedne blogi podobały mi się bardziej, drugie mniej, druga refleksja po powyższej dotyczyła tego, że ja chyba gdzieś tę swoją iskrę Bożą pochowałam, bo jednak piszę słabiej niż taka/siaka/owaka i generalnie całe to moje pisanie psu na budę. Więc się pisać odechciało i tylko sobie czytałam. I czytałam, i czytałam. A czytając malałam, robiłam się taka malutka pod przeogromnym ciężarem ego blogowicza każdego jednego… I tak mnie naszło, że po co oni piszą, po co ja piszę? Po to ego właśnie. Żeby zaspokoić głód jego, tego ego. A ego ma głód niezaspokajalny, powiedzmy, że wprost proporcjonalny do ilości komentarzy na przykład, choć nie tylko. Wy mi dwadzieścia, ja wam trzydzieści, bo skoro jest dwadzieścia osób, którym się podobało, to i kolejne dziesięć się znajdzie i złapie i zalajkuje (znowu piękne słowo). Więc tak trochę mnie to zniechęciło, ta samoegonapędzająca się machina pochlebstw i słitkomci (o genezie tego słowa niech się wypowiedzą mądrzejsi ode mnie, ja tylko cytuję :P), słów, które piszę się tylko po to, żeby były, słów, które nic nie znaczą, a tylko za zadanie mają łechtać – to ego właśnie.

Bo dopóki blog jest pamiętnikiem/dziennikiem dla samego tylko dziejopisarstwa i własnej refleksji, to jeszcze spoko. Ale jak już piszemy „wspomnienia” pod publiczkę, to tu już ego kurwić się zaczyna i generalnie granica jest śliska. A może nie jest śliska, a ja się tylko czepiam? Niech piszą, co chcą, ja też mogę i nikt nie broni przecież. Tylko to skupienie na ja-czyli ego – ma się czasem wrażenie, że cały internet to portrety milionów takich „ja”, tysiące światów, miliardy rzeczywistości – jedne pisane ładnie, inne mniej. Czy jest w tym wszystkim coś na tyle uniwersalnego, żeby się ostać w czasie?

No takie mam jazdy ostatnio, co zrobię, nic nie zrobię.

***

Tymczasem w marcu… do połowy szło gładko, a potem się zawaliło, żeby nie powiedzieć, że zjebało. Wszystko wina urodzin ojca i mojego podświadomego, instynktownego „pędu ku rodzicielskiej lodówce” w której zawsze, ale to zawsze czeka na mnie coś, na co mogę i najczęściej mam ochotę. Więc dieta, która tak pięknie się ustabilizowała, poleciała na łeb na szyję, cukier skoczył, kilogramy stanęły, a nawet nieco ruszył w górę. Skutek – dół osobisty, zajadany niestety (znowu…) i generalnie jestem tam, gdzie  byłam 1 marca – mimo tony wylanego potu i w ogóle rewelacyjnej jazdy, jeśli idzie o cele pozostałe. Jestem na siebie tak zła o to, że aż się każę i nic z tym nie robię. Taka jestem zajebista… Nie ma jednak tego złego, mam ja ci w zanadrzu doskonały plan – bo plany, jak już wiemy, to jest coś co Kasz potrafi robić. Gorzej z realizacją, ale kto by się czepiał. Nie ego przecież.

Ten wpis został opublikowany w kategorii kącik (auto)terapii, prywata, rozwój osobisty, życie codzienne i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „mój blog – moje ego

  1. ~n. pisze:

    Wez, ja dalej waze jakies 6kilo wiecej niz przed ciaza. A przed wazylam najwiecej w swoim zyciu.

  2. ~@BabaYaga pisze:

    Gdzie bylas, gdy Cie nie bylo?
    I tak znow z gombrowiczowska zaciagasz :)

    Czy warto jest byc na siebie zlym/zla?
    Wybacz mi to pytanie. Jest polowa kwietnia, zakasujemy rekawy i do roboty:)
    Mowie to ja – padlam na twarz od wtorku do dzisiaj, po prostu zero energii na cos innego niz praca. A wkurzona jestem tym bardziej, ze 4 maja zbliza sie wielkimi krokami, moj udzial w maratonie (wroze sobie czas: 6 godzin :D) takze, tego: nie poddajemy sie, walczmy: z kilogramami, leniem, zmeczeniem, aura…
    Sciskam :)
    PS. To co masz w planach na jutro?

    • ~Kasz pisze:

      Remont, remont i jeszcze raz remont. To mam w planach na ten tydzień, chociaż Wielki. Poza tym, jak zwykle u mnie, już się wszystko pozmieniało, działam znowu na pełnych obrotach, jest dobrze!
      Dobrze, że i u Ciebie dobrze już :)
      Do dzieła!
      :)

  3. ~brigitta pisze:

    A które z tych blogów szczególnie Ci się spodobały?Jakieś osobiste odkrycia?

    Kurwa,ja przytyłam 1 kg chyba,dasz wiarę?Jeśli to nie jest zatrzymanie wody w organizmie to się wścieknę!!! Łączę się w bólu:(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>